Obudziłam się. Byłam w nieznajomym lesie. Zdałam sobie sprawę, że...
...się zgubiłam
Zaczęłam szukać śladów wokół ale żadnych nie było. Spojrzałam w niebo. No tak, niedaleko była czarna chmura, czyli deszcz. Nawet ma sierść była mokra. Zrozumiałam że... muszę szukać nowego stada.
I znalazłam. Ale od razu podeszli do mnie z niechęcią. Jedyną osobą która mnie lubiła była Eskotona, córka najniższych sług Apellesa, surowej Alfy. Po paru dniach zrozumiałam - nie pasuje tu. Razem z Eskotoną i jej bratem (który był w moim wieku) Bucco uciekliśmy. Po paru tygodniach usłyszeliśmy, że ich stado zostało zaatakowane przez watahę wroga. Przeżyli tylko rodzice Bucca i Eskotony.
Rodzeństwo natychmiast postanowiło ich uratować. Ja powiedziałam że pójdę z nimi. To była długa wędrówka. Pewnej nocy, gdy mała spała, rozmawiałam z Buccem.
- Ay, czy zostaniesz mą partnerką? - doszło po długiej rozmowie to pytanie do mych uszu.
Zawahałam się. Panem mego serca był Pain. A jeśli... on też mnie kocha?
- Bucco... Zawsze traktowałam to jako przyjaźń. A niestety, bardziej lubię kogo innego... Chcę aby zawsze tak było. Abyś był mym najlepszym przyjacielem.
- Nie kochasz mnie?
- Niestety nie.
Przeszył mnie swym najstraszniejszym wzrokiem i odbiegł. A ja, czując winę, zasnęłam. Nigdy go już nie zobaczyłam.
Następnego dnia przypomniały mi się słowa Mozarta "Idź za głosem serca". Ptaki ćwierkały nad mą głową.
-Gdzie mam iść? - zapytałam głośno.
Ptaki skierowały się na wschód. Ja biegłam za nimi kilka dni bez odpoczynku. Niedługo odnajdę swój dom! Nie czułam zmęczenia.
Po paru dniach zobaczyłam Caro i Willa razem ze stadem. Pobiegłam do nich.
- Hej, Will! Wróciłam!
Po wszystkich przywitaniach zapytałam o najważniejsze:
- Gdzie Pain?
Alfy wymieniły smutne spojrzenia.
- Odszedł, Ay. On odszedł, tak samo jak innych 10 członków.
- Nie...
Przez tydzień nie wychodziłam z jaskini. Będzie inny Pain, myślałam, i będą dzieci i wnuki i prawnuki...
Potem wyszłam na światło dzienne.
( Will lub Caro, dokończycie?)
_________________________________
CD od Caroline
Podeszłam do klaczy.
-Anya, nie przejmuj się.... On odszedł, bo kochał inną, przynajmniej taki mi wyznał.
Klacz popatrzyła na mnie mówiąc:
-Miłość nie wybiera...
-Nie zasługiwał na ciebie, jesteś wspaniałą klaczą i jestem pewna, że znajdziesz prawdziwą miłość, wystarczy dobrze szukać.
Anya uśmiechnęła się i powiedziała:
-Przepraszam cię bardzo ale muszę to przemyśleć i chciałabym pobyć sama...
-Rozumiem -odwróciłam się kierując w stronę Jaskini. Weszłam tam i zobaczyłam cicho i tajemniczo rozmawiających Willa i Persefonę.
-Will... czy ja o czymś nie wiem? -popatrzyłam z irytacją i blaskiem w oczach na ogiera.
-To nie tak.... Caroline....
-Wiem, chciałam zobaczyć tylko jak zaregaujesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz