piątek, 18 kwietnia 2014

Od Elastora: Dawne Dzieje

Była zimna, deszczowa noc... Moja matka była ranna ledwo mnie wyźrebiła. Oddychała ciężko i płytko... Umierała... Już nic nie mogło jej uratować. Była tak bliska śmierci... Jej śmierć przewidziałem. To już było pewne. Przymknęła oczy i lekko parsknęła:
- Elastor... Nie daj się złamać...
Wtedy zapadła ciemność.
Obudziłem się po południu. Bolała mnie szyja. Nagle zobaczyłem że... ludzie! Musiałem uciekać, ale oni już mnie złapali i ciągnęli.
- Przecież nie dacie rady zaciągnąć go kilka kilometrów do osady, to się dopiero urodziło - przemówił jeden zachrypniętym tonem.
- To co mamy zrobić?! Wypuścić? - inny odpowiedział z krytyką.
- Tak... Zbierze siły, dorośnie i go złapiemy - będzie to bardziej opłacalne...
- On nie ma matki, nie przeżyje - znów odpowiedział krytyk.
- To co nam z niego? Nie będziemy mu matkować... Jeśli przeżyje złapiemy go i tyle... - Człowiek z chrypą wsiadł na jakąś klacz i odjechał. Usłyszałem rżenie innej klaczy.
- Dasz radę mały... Uratuj siebie i nie daj się złapać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz