Moje życie przed dołączeniem do Stada Zielonego Słońca nie było miłe....
Od początku mojego życia byłam trenowana. Mój młodszy brat także. Mieliśmy być najlepszymi z najlepszych. Nasi rodzice też startowali w konkursach. Gdy podrosłam musiałam brać udział w konkursach skoków, w biegach przełajowych... Mój brat także brał udział. Miałam bardzo miłego jeźdźca który na mnie jeździł ale przez nieszczęśliwy wypadek zmarł zastąpił go jeździec który mnie bił. Mojego brata też bili. Moi rodzice wymęczeni byli ciągle w boksach. Gdy nie mogłam wytrzymać jak biją mego brata rzuciłam się na nich kopytami. Ludzie pozamykali nas w boksach... Następnego dnia usłyszałam że chcą nas wywieść na rzeź. Poinformowałam o tym rodzinę po czym mieliśmy plan ucieczki. Gdy plan się powiódł wyruszyliśmy w wędrówkę...
_________________________
Od początku mojego życia byłam trenowana. Mój młodszy brat także. Mieliśmy być najlepszymi z najlepszych. Nasi rodzice też startowali w konkursach. Gdy podrosłam musiałam brać udział w konkursach skoków, w biegach przełajowych... Mój brat także brał udział. Miałam bardzo miłego jeźdźca który na mnie jeździł ale przez nieszczęśliwy wypadek zmarł zastąpił go jeździec który mnie bił. Mojego brata też bili. Moi rodzice wymęczeni byli ciągle w boksach. Gdy nie mogłam wytrzymać jak biją mego brata rzuciłam się na nich kopytami. Ludzie pozamykali nas w boksach... Następnego dnia usłyszałam że chcą nas wywieść na rzeź. Poinformowałam o tym rodzinę po czym mieliśmy plan ucieczki. Gdy plan się powiódł wyruszyliśmy w wędrówkę...
_________________________
Gdy nasz plan się powiódł wyruszyliśmy w wędrówkę. Wędrówka była długa i wyczerpująca. Musieliśmy czasem uciekać przed ludźmi i groźnymi dla nas zwierzętami. Gdy były trudne chwile w wędrówce pomagaliśmy sobie. W wędrówce przygarnęliśmy do siebie jeszcze kilka koni które przeszły coś podobnego co my. Byliśmy wszyscy wielką rodziną. Staliśmy się dzikimi końmi. Wędrowaliśmy około roku. Na naszej drodze znaleźliśmy stado koni. Przyłączyliśmy się do nich. Byliśmy wtedy jeszcze większą rodziną. Tam również znalazłam swą pierwszą miłość...
______________________________
Nasza miłość nie była długa przez niego... Gdy doszła do stada nowa klacz on od razu"pobiegł " do niej. Ale wszystko między nimi było w tajemnicy przed de mną. Ale dowiedziałam się gdy szłam po tamtych terenach zobaczyłam ich razem. Było to niemożliwe... Mówił że mnie kocha i nie opuści aż do śmierci a ja mu uwierzyłam. Zostałam jeszcze kilka dni w stadzie. On mnie przepraszał i przepraszał. Nie mogłam tego mu wybaczyć. Jak on mógł mi coś takiego zrobić ! Byłam zdenerwowana. Postanowiłam wyruszyć w samotną wędrówkę...
________________________________
Błąkałam się długo. Znurzona długą wędrówką bez chwili odpoczynku zasnęłam idąc. Nagle usłyszałam krzyki...
- Patrz tam jest koń !
- Na co czekasz łap ją !
Zmęczona nie miałam siły biec. Ludzie zarzucili na mnie siatkę. Ludzie prowadzili mnie do jakiegoś obozu.
- Patrzcie mamy dzikiego konia - chwalił się jeden człowiek
- Heh jaki ty głupi to normalny koń tylko ździczał - powiedział ktoś
Patrzyłam na tych wszystkich ludzi. Byłam przekonana że wszyscy są źli. Nagle mój wzrok skierował się na dwójkę dzieci. Patrzyły na mnie. W nocy gdy ludzie poszli spać mnie zostawili w jakimś ogrodzeniu. Wtedy przyszły dzieci które widziałam. Otworzyły bramkę ogrodzenia. Uwolniły mnie. Wtedy zrozumiałam że są wyjątki. Dzieci pożegnały się ze mną a ja pogalopowałam dalej..
_________________________________
Galopowałam z przerwami na odpoczynek. Myślałam gdzie jest moja rodzina Czy nadal w tamtym stadzie czy gdzieś indziej ? Ale nikt tego nie wie... Nagle napotkałam na swej drodze jakiegoś ogiera który zaproponował mi dołączenie do Stada Zielonego Słońca. Oczywiście przyjęłam propozycję. Kilka dni po dołączeniu gdy galopowałam po górach zobaczyłam rodziców i brata. Chyba chcieli zobaczyć czy dobrze czuję się w tym stadzie...
______________________________
Nasza miłość nie była długa przez niego... Gdy doszła do stada nowa klacz on od razu"pobiegł " do niej. Ale wszystko między nimi było w tajemnicy przed de mną. Ale dowiedziałam się gdy szłam po tamtych terenach zobaczyłam ich razem. Było to niemożliwe... Mówił że mnie kocha i nie opuści aż do śmierci a ja mu uwierzyłam. Zostałam jeszcze kilka dni w stadzie. On mnie przepraszał i przepraszał. Nie mogłam tego mu wybaczyć. Jak on mógł mi coś takiego zrobić ! Byłam zdenerwowana. Postanowiłam wyruszyć w samotną wędrówkę...
________________________________
Błąkałam się długo. Znurzona długą wędrówką bez chwili odpoczynku zasnęłam idąc. Nagle usłyszałam krzyki...
- Patrz tam jest koń !
- Na co czekasz łap ją !
Zmęczona nie miałam siły biec. Ludzie zarzucili na mnie siatkę. Ludzie prowadzili mnie do jakiegoś obozu.
- Patrzcie mamy dzikiego konia - chwalił się jeden człowiek
- Heh jaki ty głupi to normalny koń tylko ździczał - powiedział ktoś
Patrzyłam na tych wszystkich ludzi. Byłam przekonana że wszyscy są źli. Nagle mój wzrok skierował się na dwójkę dzieci. Patrzyły na mnie. W nocy gdy ludzie poszli spać mnie zostawili w jakimś ogrodzeniu. Wtedy przyszły dzieci które widziałam. Otworzyły bramkę ogrodzenia. Uwolniły mnie. Wtedy zrozumiałam że są wyjątki. Dzieci pożegnały się ze mną a ja pogalopowałam dalej..
_________________________________
Galopowałam z przerwami na odpoczynek. Myślałam gdzie jest moja rodzina Czy nadal w tamtym stadzie czy gdzieś indziej ? Ale nikt tego nie wie... Nagle napotkałam na swej drodze jakiegoś ogiera który zaproponował mi dołączenie do Stada Zielonego Słońca. Oczywiście przyjęłam propozycję. Kilka dni po dołączeniu gdy galopowałam po górach zobaczyłam rodziców i brata. Chyba chcieli zobaczyć czy dobrze czuję się w tym stadzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz