Po tygodniu marszu dotarliśmy do bram zamku Theth'a...
< Mozart, dokończ. >
______________________
CD od Mozarta
- Posłuchaj: Jeśli zarżę, uciekasz. Nieważne, czy ja bym miał zginąć czy nie. Uciekaj. Jeśli by Ci się coś stało, to dostanę taki ochrzan od Layli... - powiedziałem.
- I co dalej? Jaki jest plan? - przerwała zniecierpliwiona Rodzynka.
- Wejdziemy do środka. Ty poszukasz Księgi. Powinna być gdzieś na wierzchu. Jak ją znajdziesz, to parsknij. Ja tymczasem rozprawię się z Theth'em. Nieważne, co będziesz słyszała, zostań przy księdze. Gdy ją ujrzysz, otwórz ją w połowie, czyli na stronach 150 - 151. Wtedy połóz w samym środku ten kamień - wyjąłem z mojego bagażu to:
- Gdy zobaczysz, że księga się świeci, uciekaj. Jeśli będziesz miała kłopoty, zarżyj. Jakieś pytania? - dokończyłem.
Odpowiedziała mi cisza.
- Nie? No to do boju! - odpowiedziałem na chwilę milczenia.
< Rodzynka? >
____________________________
CD od Rodzynki
Weszliśmy po cichu. Mozart pobiegł szukać Theth'a, a ja księgi. Wpierw sprawdziłam salon. Nie było. Zobaczyłam podwójne drzwi na końcu długiego korytarza. Podbiegłam do nich. O dziwo, były otwarte i nie skrzypiały. Czyżby Theth był aż tak pewny siebie? Sala była ogromna, a pośrodku stała tylko podstawa, na której była wielka księga. Od samego patrzenia zrobiło mi się zimno. Była w kolorze błękitu.Ale nie przyjemnego błękitu nieba, tylko... Zimnego błękitu lodu. Gdy podeszłam zrobiło mi się wręcz lodowato. Parsknęłam najgłośniej jak mogłam. Otworzyłam zgodnie z poleceniem na stronach 150-151 i wyjęłam kamień. Zrobiło się ciepło. Ale on nie był ogrzany,on był...ciepły sam z siebie. Zupełnie jakby.... ż y ł. Położyłam go na środku. Najpierw rozbłysł kamień, potem księga. Zaczęłam uciekać. Rżałam ile miałam sił, ale Mozart się nie zjawiał wybiegłam z zamku i schowałam się za skałą. Rozbłysło światło. Zamek przestał istnieć.
-Mozart!-krzyknęłam ze łzami w oczach. Skuliłam się. Czułam, że to już koniec. Mozart był jak brat... Usłyszałam jęk. Bałam się wyjść, ale to zrobiłam. Na ziemi leżał ciemny kształt...
-Mozart! Ty żyjesz!-podbiegłam do niego i go przytuliłam.
Znów jęknął.
-Och, wybacz. O, matko, ty jesteś ranny!-wskazałam na ranę w boku.
-W torbie są zioła i bandaże.-powiedział. Wyjęłam je i opatrzyłam go.
-Aaa Theth? Czy on...? Czy to koniec?
Pokręcił głową.
-Za parę lat się odrodzi. Teraz chodź, musisz mi pomóc.
-Z ranami droga będzie o wiele dłuższa,..
-Powroty zawsze są krótsze-pocieszył mnie i wstał. Po jeszcze dłuższym czase w końcu dotarliśmy. Layla podbiegła.
-Mozart! Co ci jest!?
Pokręcił głową.
-To nic.
-Aaa, a księga? Zniszczona?
-Zniszczona.-odpowiedziałam.
-Rodzynka wróciła!?-usłyszałam znajomy, dawno nie słyszany głos.
-Dark Moon.-szepnęłam.
< Dark Moon? Mozart, kto dokończy? >
____________________________
CD od Rodzynki
Weszliśmy po cichu. Mozart pobiegł szukać Theth'a, a ja księgi. Wpierw sprawdziłam salon. Nie było. Zobaczyłam podwójne drzwi na końcu długiego korytarza. Podbiegłam do nich. O dziwo, były otwarte i nie skrzypiały. Czyżby Theth był aż tak pewny siebie? Sala była ogromna, a pośrodku stała tylko podstawa, na której była wielka księga. Od samego patrzenia zrobiło mi się zimno. Była w kolorze błękitu.Ale nie przyjemnego błękitu nieba, tylko... Zimnego błękitu lodu. Gdy podeszłam zrobiło mi się wręcz lodowato. Parsknęłam najgłośniej jak mogłam. Otworzyłam zgodnie z poleceniem na stronach 150-151 i wyjęłam kamień. Zrobiło się ciepło. Ale on nie był ogrzany,on był...ciepły sam z siebie. Zupełnie jakby.... ż y ł. Położyłam go na środku. Najpierw rozbłysł kamień, potem księga. Zaczęłam uciekać. Rżałam ile miałam sił, ale Mozart się nie zjawiał wybiegłam z zamku i schowałam się za skałą. Rozbłysło światło. Zamek przestał istnieć.
-Mozart!-krzyknęłam ze łzami w oczach. Skuliłam się. Czułam, że to już koniec. Mozart był jak brat... Usłyszałam jęk. Bałam się wyjść, ale to zrobiłam. Na ziemi leżał ciemny kształt...
-Mozart! Ty żyjesz!-podbiegłam do niego i go przytuliłam.
Znów jęknął.
-Och, wybacz. O, matko, ty jesteś ranny!-wskazałam na ranę w boku.
-W torbie są zioła i bandaże.-powiedział. Wyjęłam je i opatrzyłam go.
-Aaa Theth? Czy on...? Czy to koniec?
Pokręcił głową.
-Za parę lat się odrodzi. Teraz chodź, musisz mi pomóc.
-Z ranami droga będzie o wiele dłuższa,..
-Powroty zawsze są krótsze-pocieszył mnie i wstał. Po jeszcze dłuższym czase w końcu dotarliśmy. Layla podbiegła.
-Mozart! Co ci jest!?
Pokręcił głową.
-To nic.
-Aaa, a księga? Zniszczona?
-Zniszczona.-odpowiedziałam.
-Rodzynka wróciła!?-usłyszałam znajomy, dawno nie słyszany głos.
-Dark Moon.-szepnęłam.
< Dark Moon? Mozart, kto dokończy? >

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz