piątek, 18 kwietnia 2014

Od Rodzynki: Walka z czarownikiem

Strome skały, brak odpowiedniej ilości roślinności plus coraz mniejsza ilość tlenu czyniła wędrówkę torturą, ale sobie radziliśmy. Nie rozmawialiśmy o Dark Mooni'e i starałam się o nim nie myśleć. Zbyt tęskniłam. Niedawno uświadomiłam sobie, że mogę nie wrócić. Pojawiły się wątpliwości, czy dobrze zrobiłam. Mozart bardzo mnie wspomagał. Fizycznie i psychicznie. Pomagał mi wejść na wysokie półki, pocieszał.
Po tygodniu marszu dotarliśmy do bram zamku Theth'a...

< Mozart, dokończ. >
______________________
CD od Mozarta

- Posłuchaj: Jeśli zarżę, uciekasz. Nieważne, czy ja bym miał zginąć czy nie. Uciekaj. Jeśli by Ci się coś stało, to dostanę taki ochrzan od Layli... - powiedziałem.
- I co dalej? Jaki jest plan? - przerwała zniecierpliwiona Rodzynka. 
- Wejdziemy do środka. Ty poszukasz Księgi. Powinna być gdzieś na wierzchu. Jak ją znajdziesz, to parsknij. Ja tymczasem rozprawię się z Theth'em. Nieważne, co będziesz słyszała, zostań przy księdze. Gdy ją ujrzysz, otwórz ją w połowie, czyli na stronach 150 - 151. Wtedy połóz w samym środku ten kamień - wyjąłem z mojego bagażu to: 












- Gdy zobaczysz, że księga się świeci, uciekaj. Jeśli będziesz miała kłopoty, zarżyj. Jakieś pytania? - dokończyłem. 
Odpowiedziała mi cisza. 
- Nie? No to do boju! - odpowiedziałem na chwilę milczenia. 

< Rodzynka? >
____________________________
CD od Rodzynki

Weszliśmy po cichu. Mozart pobiegł szukać Theth'a, a ja księgi. Wpierw sprawdziłam salon. Nie było. Zobaczyłam podwójne drzwi na końcu długiego korytarza. Podbiegłam do nich. O dziwo, były otwarte i nie skrzypiały. Czyżby Theth był aż tak pewny siebie? Sala była ogromna, a pośrodku stała tylko podstawa, na której była wielka księga. Od samego patrzenia zrobiło mi się zimno. Była w kolorze błękitu.Ale nie przyjemnego błękitu nieba, tylko... Zimnego błękitu lodu. Gdy podeszłam zrobiło mi się wręcz lodowato. Parsknęłam najgłośniej jak mogłam. Otworzyłam zgodnie z poleceniem na stronach 150-151 i wyjęłam kamień. Zrobiło się ciepło. Ale on nie był ogrzany,on był...ciepły sam z siebie. Zupełnie jakby.... ż y ł. Położyłam go na środku. Najpierw rozbłysł kamień, potem księga. Zaczęłam uciekać. Rżałam ile miałam sił, ale Mozart się nie zjawiał wybiegłam z zamku i schowałam się za skałą. Rozbłysło światło. Zamek przestał istnieć.
-Mozart!-krzyknęłam ze łzami w oczach. Skuliłam się. Czułam, że to już koniec. Mozart był jak brat... Usłyszałam jęk. Bałam się wyjść, ale to zrobiłam. Na ziemi leżał ciemny kształt...
-Mozart! Ty żyjesz!-podbiegłam do niego i go przytuliłam.
Znów jęknął.
-Och, wybacz. O, matko, ty jesteś ranny!-wskazałam na ranę w boku.
-W torbie są zioła i bandaże.-powiedział. Wyjęłam je i opatrzyłam go.
-Aaa Theth? Czy on...? Czy to koniec?
Pokręcił głową.
-Za parę lat się odrodzi. Teraz chodź, musisz mi pomóc.
-Z ranami droga będzie o wiele dłuższa,..
-Powroty zawsze są krótsze-pocieszył mnie i wstał. Po jeszcze dłuższym czase w końcu dotarliśmy. Layla podbiegła.
-Mozart! Co ci jest!?
Pokręcił głową.
-To nic.
-Aaa, a księga? Zniszczona?
-Zniszczona.-odpowiedziałam.
-Rodzynka wróciła!?-usłyszałam znajomy, dawno nie słyszany głos.
-Dark Moon.-szepnęłam.

< Dark Moon? Mozart, kto dokończy? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz