piątek, 18 kwietnia 2014

Od Mozarta: Rośliny

Ostatnio ciekawiły mnie rośliny. Postanowiłem założyć Zielnik.
Dopóki nie było Zielarza, zająłem się tym, co powinien robić. Uwielbiałem się czegoś uczyć i poznawać nowe rzeczy. Gdy zacząłem poznawać zioła, to podeszła do mnie Rodzynka.
- Witaj - powiedziałem.
- Cześć. Co robisz? - spytała.
- Zielnik. Dopóki nie ma Zielarza, zastępuję go.
- Mogę Ci pomóc?
- Jasne!
Zaczęliśmy zbierać zioła.

< Diamond Raisin, dokończysz? >
_____________________________
CD od Rodzynki

Z Mozartem przyjemnie spędziliśmy czas zbierając zioła i wesoło gawędząc. W końcu...
- Podoba ci się ktoś w stadzie?- zapytał.
- Ee... Tak.
- Kto?
Spuściłam głowę.
- Dark Moon.

< Mozart, dokończysz? Wybacz, że krótkie >
_______________________________
CD od Mozarta

- Naprawdę? - spytałem z ciekawością.
- Tak - odpowiedziała.
- Nie bój się mu tego wyznać... Nie znam się co prawda za bardzo na miłości, ale ja Layli wyznałem to już jak byłem źrebakiem.
- Serio? - spytała ze zdumieniem.
- Tak. Jak nie wierzysz, to się jej spytaj.

< Rodzynka? >
_____________________________________
CD od Rodzynki

- OK, wierzę ci, ale jak to będzie wyglądało? Podchodzę do niego i: Cześć, Dark Moon. Jestem w tobie zakochana. Weźmie mnie na jakąś psychiczną, albo...
- Albo powie, że też jest w tobie zakochany. - przerwał mi Mozart. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- A nie mógłbyś ty z nim pogadać? Tylko nie mów mu o mnie.

< Mozart, zgodzisz się? >
_______________________________________
CD od Mozarta

- Zgodzę się pod jednym warunkiem: będziesz czekać w pobliżu i jeśli zrobię tak - tupnąłem lewym tylnym kopytem - wyjdziesz z ukrycia.
- Ok - zgodziła się.
Poszliśmy do Dark Moon'a.
- Hej - przywitałem się.
- Cześć - powiedział - Mógłbyś mi pomóc w przygotowaniu listu?
- Jakiego? - spytałem.
- Nie wiesz? Layla mi zleciła napisanie listu, aby zawrzeć sojusz pomiędzy nami a Watahą Lipca.
- A, no tak... W tej watasze jest nasz stary znajomy. To jasne, że Ci pomogę.
Tupnąłem lewym tylnym kopytem.

< Rodzynka, dokończysz? >
__________________________________________
CD od Rodzynki

O, matko! Miał tupnąć dopiero, kiedy uzyska odpowiedź! No, ale już tupnął i wyszłam.
- O! Rodzynka! Ty też pomożesz? - ucieszył się Dark Moon.
- No... Jasne. A co to za wasz znajomy? - zapytałam.
- Nazywa się Helios. Jak byliśmy gdzie indziej jako malcy, to nasza trójka była nierozłączna. - wytłumaczył Dark Moon.
- Aha. Aaa... Powiesz w jakim stadzie byliście wcześniej?
Dark Moon otworzył usta, ale Mozart mu przerwał:

< Mozart, w jaki sposób przerwałeś? >
___________________________________________
CD od Mozarta

- Wy na pewno sobie sami poradzicie w tworzeniu tego listu, szczególnie, że jesteś Deltą - zwróciłem się do Rodzynki - Przyjdźcie do mnie, jak skończycie, żebym mógł to podpisać.
Odszedłem.
- Uff... Teraz powinna mu to wyznać - stwierdziłem w myślach.

< Rodzynka, co się zdarzyło podczas pisania listu? >
____________________________________________
CD od Rodzynki

Wiedziałam, że Mozart nas zostawił specjalnie, ale nie mogłam się zdobyć, żeby mu to powiedzieć... W końcu on zaczął...
- Tobie kto się podoba, Rodzynko?
- Mnie? - zadziwiłam się
- A widzisz tu inną Rodzynkę? - zażartował Dark
- No... Ja... To znaczy mnie... - wzięłam głęboki wdech - Mnie się podobasz ty.

< Dark Moon? >
______________________________________
CD od Dark Moon'a

Nie spodziewałem się tej odpowiedzi. W ciszy nakreśliłem na miękkiej ziemi kilka znaków. W tym stadzie wszystko wyglądało inaczej. Niedawno związałem się z Kanadą, lecz ona odeszła. Teraz podobam się Rodzynce. Sam nie wiem czy dołączenie tu nie było błędem, lecz dobrze mi tu. Mam pracę, przyjaciół.
- Wiesz, właściwie się nie znamy. Dlaczego zwróciłaś uwagę akurat na mnie? Jestem starszy nawet od Mozarta – zapytałem ją.

< Rodzynka, dokończysz? >
______________________________________
CD od Rodzynki

- Och. - zrobiłam się czerwona jak burak - Myślę, że teraz nijak nie mogę na to odpowiedzieć. Wiesz, co najlepiej zapomnij, że cokolwiek mówiłam. Wróćmy do tego listu...
- Jasne.
Już potem pomagałam mu pisać list. Tylko z małymi uzupełnieniami błędów ortograficznych i gramatycznych.
- Wiesz, Dark. Dzięki.
- Za co niby?- zdziwił się.
- Za szczerość. Dzięki temu nie myślę, że zaraz wyciągniesz naszyjnik zaręczynowy, jutro ślub, pojutrze źrebaki. - zaśmialiśmy się niewesoło.
- To cześć. - zaczęłam odchodzić.
- Rodzynka, poczekaj!- zawołał za mną Dark. Odwróciłam się.
- Tak?

< Dark Moon, o co ci chodziło? >
__________________________________________
CD od Dark Moon'a

- Widzisz, źle to ująłem. Nie chciałem cię odrzucić. Podobasz mi się, naprawdę. - Nerwowo grzebałem kopytem w ziemi. - Zapytałem z ciekawości. Pamiętasz jak zetknęliśmy się nosami? Zaprosiłem cię do stada, niewiele myśląc. Spodobałaś mi się. Jesteś ładna, błyskotliwa i zabawna... Czego chcieć więcej?

< Rodzynka? >
____________________________________________
CD od Rodzynki

- Nie okłamujesz mnie? - upewniłam się
- W żadnym razie. Tylko... Chciałem żebyśmy poznali się lepiej. Umowa stoi?
- Umowa stoi! - odpowiedziałam radośnie.
- No. - odetchnął z wyraźną ulgą Dark Moon-Już się bałem, że w jakąś melancholię wpadniesz czy coś.
- Najwyraźniej nie wiesz jakie są dziewczyny! - zaśmiałam się. - Muszę już iść. Obiecałam Anyi Marie, że jeszcze z nią pójdę na spacer. Na razie Dark. Spotykamy się jutro?
- OK, a gdzie i kiedy?
- Może koło południa przy dopływie rzeki Ing Cing.
- Yan Ing! - roześmiał się.
- Zapominam ciągle. Na razie!
- Rodzynka, poczekaj. Jeszcze chcę ci podziękować za pomoc przy tym liście.
- Zawsze do usług! - skłoniłam się i odeszłam zostawiając Dark Moon'a.

< Dark Moon, co robiłeś kiedy odeszłam? >
____________________________________________
CD od Dark Moon'a

Patrzyłem jak odchodzi i uśmiechałem się w duchu. Pojawiła się nowa nadzieja.

***

W południe następnego dnia czekałem przy dopływie rzeki Yan Ing, tak, jak umówiłem się z Rodzynką. Czekałem na nią, brodząc w rzece. Słońce grzało mocno i gryzły mnie bąki, które odpędzałem ogonem. Słońce wędrowało po niebie, a klacz nie zjawiała się.
W końcu wróciłem na Łąkę Rozmaitości, aby zapytać o nią innych. O tej porze większość szukała cienia w Sennym Lesie, na łące pasło się jedynie kilka koni.
- Widziałaś gdzieś może Diamond Raisin? -zapytałem Laylę.
- Tak, dziś rano wybrała się z Mozartem w Góry Theth - odpowiedziała, spokojnie skubiąc trawę.
- W Góry... - odebrało mi na chwilę mowę - Mozart na to pozwolił? Tam jest niebezpiecznie - powiedziałem nieco za głośno.
Layla popatrzyła na mnie z rozbawieniem.
- Czyżby nasz nieugięty Dark Moon martwił się o Rodzynkę? - zapytała.
- Możliwe - odpowiedziałem krótko. - Kiedy mam wybrać się z listem do Watahy Lipca? - zmieniłem temat.

< Layla, kiedy? >
_____________________________________________
CD od Layli

- Wiesz... Może chodźmy dzisiaj?
-Chodźmy?
-No tak. Pójdę z tobą...
-Czemu?
-Mam dziwne wrażenie, że nikt nie jest do mnie przyjaźnie nastawiony...
-Coś ty... Po prostu wszyscy się dopiero przyzwyczajamy co ciebie.
-No to chodźmy!
-Kto pierwszy!
Taki wyścig sprawił nam wiele zabawy.

<Dark Moon, kończy>
_____________________________________________
CD od Dark Moon'a

- Nie powinniśmy już galopować - zwróciłem uwagę Layli.
Przeszedłem do kłusa, pozwalając się wyprzedzić Layli. Klacz galopowała jeszcze chwile, lecz po chwili także zwolniła.
- Zmęczyłeś się? - zapytała mnie.
- Nie, ale jeśli chcemy biec kilka dni, to kłus jest wydajniejszy.
Co jakieś dwadzieścia minut stępowaliśmy chwilę, a później znów podejmowaliśmy bieg. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi zacząłem się rozglądać za miejscem na nocleg. Moje spojrzenie padło na niewielki  zagajnik. Pokazałem Layli to miejsce i poszedłem je zbadać. Klacz poszła za mną i zaakceptowała mój wybór.
Paśliśmy się jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu zapadłem w niespokojny sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz