sobota, 19 kwietnia 2014

Od Dark Moon'a: Zgromadzenie Posłańców III

Byłem już zmęczony ciągłą podróżą. Przez ten tydzień pokonałem wiele kilometrów, a przede mną było jeszcze kilka dni kłusa. Nieustannie zastanawiałem się co chciała mi powiedzieć Rodzynka. Za każdym razem wmawiałem sobie, że to nic ważnego, ale nie udało mi się siebie przekonać.
Słońce już prawie zaszło, więc zacząłem się rozglądać za dobrym miejscem do odpoczynku. Moją uwagę przykuła samotna wierzba. Jej witki sięgały ziemi tworząc osobliwy baldachim. To miejsce było bardzo charakterystyczne i oznaczało, że moja podróż będzie trwała jeszcze tylko dwa dni. Często spotykałem tu innych posłańców, lecz dziś żaden się jeszcze nie pojawił. Postanowiłem pożywić się przed zmrokiem.
Z niespokojnego snu obudził mnie cichy, lecz wyraźny tętent kopyt. Nie wydając żadnego dźwięku powoli podniosłem głowę i zacząłem uważnie nasłuchiwać. Koń przeszedł do stępa, a następnie się zatrzymał.
- Płacząca wierzbo, czy dasz mi schronienie? - usłyszałem szept.
Już wiedziałem, że to jakiś posłaniec. Wyszedłem spod wierzby i powitałem konia. Był to dereszowaty ogier o smukłej budowie. Na imię miał Serir. Tej nocy na zmianę pełniliśmy wartę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz