piątek, 18 kwietnia 2014

Od Mozarta: To koniec...

Obudziłem się. Z rany krwawiło jeszcze mocniej niż po walce z Theth'em.
- Tego nigdy nie uleczę - pomyślałem.
Zauważyłem jakiś ruch. To była budząca się Rodzynka. Podeszła do mnie.
- Jak się czujesz? - spytała.
- Dobrze - powiedziałem, stękając z wysiłku.
- Czyli źle - zaśmiała się sztucznie.
- Posłuchaj - szepnąłem do niej - Layla ma niedługo urodzić syna. Mój czas się skończył. Naucz go odwagi, takiej jaką masz Ty. Naucz go wszystkiego, czego nauczyłaś mnie...
- Przecież ja Ciebie niczego nie nauczyłam - przerwała mi ze łzami w oczach.
- Nauczyłaś. Nauczyłaś tego, ze klacze są uparte i ze nie należy z nimi zadzierać - uśmiechnąłem się.
Upadłem na ziemię.
- Mozart? Wszystko ok? - spytała z przestrachem.
- Tak - szepnąłem jeszcze ciszej - pamiętaj o moim synu... - powiedziałem.
Zamknąłem oczy. Rana krwawiła jeszcze mocniej niż tuż po obudzeniu.
Pomyślałem o Rodzynce. I o moim synu.
- Syn... Będzie się... Nazywać... - ledwo to powiedziałem.
- Jak? - spytała Rodzynka ze łzami.
- W... Will - odpowiedziałem, krztusząc się krwią.
Zamknąłem oczy. Uśmiechnąłem się na myśl o Rodzynce i Willu.
Usłyszałem jeszcze, jak Rodzynka zaczęła spiewać:
Usłyszałem płacze i krzyki rozpaczy.
I odpłynąłem w sen wieczny.

< Rodzynka? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz