- Nawet się nie wysilaj, Sacrie. Odpocznij po porodzie. Dziecko wstanie, kiedy będzie chciało.-poleciła jedna z moich licznych ciotek. Mama spojrzała na nie z wyrzutem i rzekła:
- Im szybciej Diamond Raisin zdobędzie potrzebne umiejętności fizyczne, tym szybciej będzie można przejść do nauki intelektu. A na tym mi szczególnie zależy.
Ciotka Ecruie się zmarszczyła.
- Diamond Raisin? Diamentowy Rodzynek? Tak ją nazwałaś?
- W skrócie Rodzynka. - spojrzała na mnie czule mama.
- Gdyby chociaż była brązowa, to rozumiem, ale jest biała jak śnieg. I Rodzynka?
- O jejku, nazwę ją Snowy. To jest Rodzynka, koniec, kropka. - ucięła mama i zaczęła skubać trawę.
- Rodzynka. - syknęła Ecruie patrząc na mnie dziwacznie. Przekrzywiłam główkę nic nierozumiejąc. Inne ciocie westchnęły rozczulone.
____________________________
Miałam kilka miesięcy. Oczywiście już od dawna umiałam chodzić i biegać. Ciotka Ecruie nadal nie traktowała mnie... jakby to... Zbyt uprzejmie. Za to szczególnymi względami darzyła Supernovą-moją przyjaciółkę. Wciąż oddawała jej najlepsze kępki trawy. Nova chciała się nimi ze mną dzielić, ale Ecruie natychmiast protestowała. Nova patrzyła na mnie przepraszająco i zaczynała jeść. Chyba wiem co Ecruie tak denerwowało. Moje imię. Drwiła, że jestem "Białym Rodzynkiem". No i, że rozwijam się umysłowo lepiej, niż Nova, ale ona jest bardziej wysportowana. Ale tylko trochę bardziej. Z kolei inteligencja, jest u niej...no cóż: niska. A zresztą...
- Nova! Patrz jeleń! Wiesz chyba co zamierzam?-zaśmiałam się
- Eee...Nie.-pokręciła głową
Przewróciłam oczami.
- Przecież zawsze to robię! Ści-gam się z je-le-nia-mi!
- Aaa... No fakt. Ale jednak teraz mogłaś zawierzać co innego, i mogłam się zbłaźnić.-zachichotała
- A teraz się nie błaźnisz?-mruknęłam pod nosem.
- Co mówisz, Rodzynko?
- Nie, nic! Zupełnie nic...-zaprzeczyłam
_________________________________
Rosłam zdrowo. Byłam po Supernovej najszybsza wśród źrebaków i wśród nich najmądrzejsza, nie chwaląc się powiem. Jeśli jakiś źrebak miał problem przychodził do mnie. Ciotkę Ecruie tak to denerwowało, że w końcu posadziła Supernovą przy nauce i kazała jej przewyższyć mnie intelektem. Ale biedna, kochana Nova nic z nauk ciotki nie rozumiała. Za to ja wciąż poznawałam świat. Zapuszczałam się dalej, niż sięgają marzenia innych źrebaków. W ten sposób minęły mi kolejne dwa lata życia. Za pół roku kończę 3 lata. Wkroczę w wiek dorosłości. Ale wtedy ciotka Ecruie już nie wytrzymała...
- Diamond Raisin? Pozwolisz na chwilę? - zapytała z przesadną uprzejmością.
- No... W porządku ciociu. - zgodziłam się niepewnie. Ecruie zaprowadziła mnie głęboko w las i tam użyła mocy bym straciła przytomność. Potem, za pomocą umiejętności, której nauczyła mnie mama zajrzałam wstecz i zobaczyłam, że Ecruie mnie zmniejszyła i zaczęła telekinezą odnosić jeszcze dalej. Zaniosła mnie gdzieś nie pamiętam gdzie.. Przywróciła rozmiary i porzuciła.
__________________________________
Gdy się obudziłam, leżałam w zupełnie obcym miejscu. Na prawdę przerażona ruszyłam przed siebie, jak się potem dowiedziałam, w złym kierunku. Usłyszałam śpiewy i śmiechy. Poszłam za odgłosem. Kawałek dalej biesiadowały leśne Driady, strażnicy przyrody. Wtedy usłyszałam krzyk:
- Ach, na moje drzewo! Toż to klacz! Pędem, bracia, więzy rzucać! Już się nie wywinie!
Driady pognały na mnie magiczne więzy, które oplotły moją szyję i nogi. Wyrywałam się, jak mogłam, ale sznury mnie przewróciły. Stworzenia zaciągnęły mnie do stajni. Było tam wiele innych koni, które zostały pochwycone. Wprowadzono mnie do boksu najdalej od wyjścia. Obok mnie była stara, umęczona szkapa. Natychmiast zaczęłam ją wypytywać:
- Kim jesteś? Co ze mną zrobią? Jak długo tu siedzisz?
- Uspokój się, dziecko. Ja nazywam się Colie. A ty?
- Rodzynka. Co się ze mną stanie, Colie?
- Och, będziesz ciężko pracować w ochronie lasu, ot co. Taak... Ja nadal pracuję, chociaż taką znowu staruchą nie jestem, wyglądam na conajmniej 30 lat.
- A ile masz w rzeczywistości?-zaciekawiłam się
- 12. A ty wyglądasz na 3. Ciężka to robota, zaiste...
- A jak długo tu siedzisz?
- Z 10 lat na pewno. Ty też posiedzisz do końca życia. Czyli 20 lat. Tu konie bardzo szybko umierają. Widzisz, Driady dbają o przyrodę, ale konie uważają za istoty z piekła, które są pożyteczne. Dobranoc, Rodzynko. Jutro czeka nas obie ciężka praca...
Przez następny rok służyłam ciężko Driadom. Ale postanowiłam z tym skończyć...
_____________________________________
Z Colie obmyślałam plan.
- Ja cię wyciągnę telekinezą, ty otworzysz mój boks i razem będziemy kolejno otwierać po obu stronach. Może być?
- Jasne, że może być!- zarżała radośnie Colie.
- To uwaga. Gotowa?- zapytałam. Kiwnęła głową. Wyniosłam ją z boksu. Ona otworzyła mój i zaczęliśmy otwierać pozostałe. Zdziwione konie rżały i wybiegały. Driady były zbyt zdziwione, żeby zareagować. Konie biegły w różne strony krzycząc:
- Dziękujemy, Rodzynko! Jeśli będziesz w potrzebie pomyśl, a się zjawimy!
Colie podeszła do mnie i dała ni wisior, który sprawiał, że pojawi się w moich snach gdy będę miała problem. Rozstaliśmy się. Ja jedyna biegłam na zachód. Potem zmęczona położyłam się i zasnęłam. Otworzyłam oczy. Na moim nosie usiadła mucha. Wstałam i odskoczyłam... Resztę już znacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz