-Layla! - podbiegła do mnie Rodzynka z płaczem.
-Co?
-Mozart... on się...
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że on...
-Taaak...
Moje serce umarło razem z nim... Zaczęłam płakać, po chwili padłam na ziemię...
-Skoro on umarł a to ja też, będę mogła być razem z nim....
-Layla! Nie! A wasz syn?! Musisz żyć dla niego!
-To jedyny potomek Mozarta.. to mi po nim zostało!
-Właśnie...
Ja i Rodzynka przytuliłyśmy się coraz bardziej roniąc łzy...
-Laylo... Rodzynko coś nie tak? -zapytał Dark Moon.
-Mozart... zmarł- wykrztusiłam, nie zauważając, że łzy moje i Rodzynki (które spadły na ziemię) zaczęły zamieniać się w kryształki, białe...
-Taki mi przykro...-popatrzył na nas z...
Długo staliśmy w smutku.. Następnie poszłam do zmarłego ciała Mozarta zrobiłam grób... i przed tym mocno go przytuliłam.. Nadal go kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz