piątek, 18 kwietnia 2014

Od Dark Moon'a

Czerń. A potem oślepiająca biel niczym rozszczepiona kość. I ten ból zadany zębami i kopytami. Strach. Ból. Śmierć. Tylko te trzy słowa, te trzy myśli krążyły mi po głowie. I te słowa, które nadal dźwięczyły w moich uszach.
- Odejdź! Odejdź i nie wracaj!
          Tak, tego dnia straciłem wiele, lecz nie wszystko. Nadal żyłem, chociaż po co, skoro miałem być nieszczęśliwy? Najpierw mnie wygnano, a później słyszałem z oddali te okropne strzały. Ludzie znów prowadzili rzeź, a mnie tam nie było. Ocalałem po walce z własnym bratem, tylko po to aby włóczyć się po świecie i zastanawiać nad sensem istnienia. Bo dlaczego ja mam żyć, skoro im się nie udało? Dlaczego ja, ten wygnany, jako jedyny miałem przeżyć?
         Zmęczony tymi myślami dotarłem na łąkę pełna traw i zasnąłem.

 ***

           Obudził mnie dziwny szelest. Poderwałem się do ucieczki przed pumą, która ów dźwięk wywołała. Nie udało się jej mnie dogonić, mimo ran nadal byłem szybki. W poprzednim stadzie pełniłem funkcję posłańca. Ja i Arytmia – posłańcy – zawsze razem, przez wieczność. Przynajmniej tak miało być. Mój brat mnie wygnał, był silniejszy, a w stadzie było za dużo ogierów. On zapanował nad stadem, a ja straciłem rodzinę i przyjaciół. Ale taka kolej rzeczy, prawda?
           Nagle zatrzymałem się. Byłem w wysokich górach, a przede mną stał potężny ogier z obfitymi szczotami na pęcinach. Widać było, że on tu rządzi pomimo swego młodego wieku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz