- Rodzynko, nie płacz. Jestem z Mozartem, tam gdzie moje miejsce. - podniosłam głowę. Przy mnie stała Layla. A raczej jej duch.
- Ale jak? Straciłam was oboje, więcej mi nie pomożecie...
- Cieleśnie nie, ale duchowo zawsze. Teraz mnie posłuchaj: Dziś w nocy, otrzymasz najpiękniejszy prezent, jaki koń może otrzymać. Tylko dziś. Proszę nie wychodź tej nocy z Sennego Lasu. Inaczej, stanie się coś okropnego!
Nie zdążyłam zapytać co, bo Layla zniknęła. Pozostało mi tylko jej posłuchać...
***
Zgodnie z poleceniem zjawy, jak się tylko ściemniło, weszłam do Sennego Lasu i położyłam się w lawendzie. Nic się nie dzieło, więc stwierdziłam, że to wszystko sobie wymyśliłam i zaraz zasnęłam...
***
Około północy obudził mnie straszliwy ból brzucha. "Dziecko chce na świat!" pomyślałam. Krzyknęłam z bólu budząc całe stado.Prędko podbiegli.
- Matko, Rodzynko co ci jest!? - zdziwiła się Persefona.
- Niestrawność? - podsunął Roxet
- Ona rodzi! - wrzasnęła Caro. Po godzinie leżały przed nami dwa małe źrebaczki: ogierek i klaczka:
Potem rozważałam nad imionami: najpierw Cleo i Sheldon, potem wybrałam Veronica i Orion. Podeszła do mnie Persefona.
< Persefona? >


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz